Podczas gdy przeważająca większość ziemskich stworzeń za nic w świecie nie wejdzie do lodowatej wody, a tym bardziej się w niej nie zanurzy, to jednak istnieją śmiałkowie, dla których minusowe temperatury, to wymarzone warunki do życia. Jednym z nich jest wszystkim dobrze znany: pingwin, mistrz we wszystkich kategoriach polarnego przetrwania.
Wielu z nas zadaje sobie pytanie, dlaczego te zwierzęta mimo, że żyją w ekstremalnych jak na człowieka warunkach, nie marzną?
Pingwiny mają mnóstwo zabezpieczeń i strategii przeciwko chłodowi. Posiadają aż trzy warstwy nieprzemakalnych piór i grubą warstwę tłuszczu. Dodatkowo, pod pierwszą warstwą znajduje się cienki puch, który pozwala na wytworzenie warstwy ciepłego powietrza, które w ten sposób wzmacnia izolację całego organizmu. Żeby jednak system działał poprawnie, pingwin musi regularnie się wypierzać, czyli odnawiać swoje pióra tak, żeby zachować ich ochronne właściwości.

Pingwin posiada ponadto bardzo wyszukane krążenie krwi. Stopy zwierzaka są wyposażone w swego rodzaju grzejniki krwionośne, które bez względu na aurę pozwalają zachować temperaturę na poziomie jednego lub dwóch stopni powyżej zera. Pingwiny mogą również kołysać się na swoich łapach w przód i w tył (opierają się wtedy tylko na piętach i ogonie), przez co minimalizują kontakt z ziemią.
Zwierzaki te opracowały też niecodzienny sposób żeby się ogrzać – gdy jest im naprawdę zimno, zaczynają się energicznie trząść, przez co temperatura ich ciała wzrasta.
Gdy wszystkie te działania zawiodą, a mróz stanie się dokuczliwy pingwiny mają sposób, który sprawdzi się w każdej sytuacji! Wszystkie zmarzluchy skrzykują się i zaczyna się wielkie polarne… przytulanie! Nie trudno sobie wyobrazić, że kilka tysięcy podobnych „przytulanek” potrafi skutecznie rozgrzać atmosferę.
Czego więc możemy nauczyć się od pingwinów, w naszej walce z chłodem? Ciepłe ubranie, przeskakiwanie z nogi na nogę i przede wszystkim dużo przytulania!
